GB PL
Period: 162 days, 1 August 2010   -   9 January 2011

1 car, 5 people, 7 continents, 52 countries, 450 days - ROAD TRIP AROUND THE WORLD!

Travel statistics:
Points: 16355
Stages: 71
Photos: 1127
Facilities: 144
Video: 0
Rating: 
100/100
rank
« Last Page  |  viewing results 11-20 of 71  |  Next Page »
11
19 August 2010 - 19 August 2010 , Virpazar, Montenegro

Description:

ENGLISH:

Finally We arrived to Ulcinij and immediately checked the beach, which is 12 km and is divided into sections (and each differently called :  Copacabana, Europe (?), Florida, etc.). "Miami" turned out to be quite a disappointement because, not only the sand was dirty but a terrible wind blew,and  all the sand hit the relaxing people.We did not managed to find a beach where hippie stayed (a Polish rider told us so  on a campground in Budva). After checking any camping possibilities (or rather their absence), we drove to the center to consider whether it is worth to stay.The city had to offer as much as the beach, so we decided to go back a bit and go north toward the Szkodarskie Lake . Google maps told us  that we will drive for  52 km and so it happened, but not only it was a one  lane hairpin road,and every now and then changed into a dirt road and also we met a few cows,dogs,cats and horses.At some point i thought (I was driving) that in the middle of the road there  is a turtle, as it turned out it was a "footprint" left by the cows.
After 2h hours, we reached Virpazar, and started  looking for a place do camp in the wild ( it was already dark).To be as incognito as we can,we started a  huge bonfire to bake  potatoes in it, but  they turned out to be so rotten that they already started to move.In the morning we looked around  in the area, we saw a destroyed bunker and abandoned the option of a trip on the lake for 50 euros.While having a fish soup and pancakes, we decided that we’re going to Greece through Albania, and, for now we will check out the beach,  20 km away (which is equal to 40 minute drive ).There, after a short break we found a great place to set of a camp, but a man came and told us  that we have to chose he’s camping and pay. With "great sadness",we thanked for such a option, and after half an hour drive , and meeting the REAL turtle ,with a little help from the local drivers we found a  grass parking for fishermen on which we’re just siting after dinner and we’re going to have a swim in the lake in the dark..Finally We arrived to Ulcinij and immediately checked the beach, which is 12 km and is divided into sections (and each differently called :  Copacabana, Europe (?), Florida, etc.). "Miami" turned out to be quite a disappointement because, not only the sand was dirty but a terrible wind blew,and  all the sand hit the relaxing people.We did not managed to find a beach where hippie stayed (a Polish rider told us so  on a campground in Budva). After checking any camping possibilities (or rather their absence), we drove to the center to consider whether it is worth to stay.The city had to offer as much as the beach, so we decided to go back a bit and go north toward the Szkodarskie Lake . Google maps told us  that we will drive for  52 km and so it happened, but not only it was a one  lane hairpin road,and every now and then changed into a dirt road and also we met a few cows,dogs,cats and horses.At some point i thought (I was driving) that in the middle of the road there  is a turtle, as it turned out it was a "footprint" left by the cows.
After 2h hours, we reached Virpazar, and started  looking for a place do camp in the wild ( it was already dark).To be as incognito as we can,we started a  huge bonfire to bake  potatoes in it, but  they turned out to be so rotten that they already started to move.In the morning we looked around  in the area, we saw a destroyed bunker and abandoned the option of a trip on the lake for 50 euros.While having a fish soup and pancakes, we decided that we’re going to Greece through Albania, and, for now we will check out the beach,  20 km away (which is equal to 40 minute drive ).There, after a short break we found a great place to set of a camp, but a man came and told us  that we have to chose he’s camping and pay. With "great sadness",we thanked for such a option, and after half an hour drive , and meeting the REAL turtle ,with a little help from the local drivers we found a  grass parking for fishermen on which we’re just siting after dinner and we’re going to have a swim in the lake in the dark..

POLISH:
Dotarliśmy w końcu do Ulcinij i od razu sprawdziliśmy jak się prezentuje plaża,która ma 12 km  i jest podzielona na fragmenty (a każda odpowiednio nazwana : Copacabana,Europa(?),Floryda itp.)."Miami" okazało się sporym zawodem ponieważ ,nie dość ze piasek był brudny to do tego wiała straszny wiatr zdmuchujący cały piasek na plażowiczów.Nie udało nam się znaleść plaży hipisów o której nam powiedział motocyklista z polski na campingu w Budvie. Po sprawdzeniu ewentualnej możliwości kampingowej (a właściwie jej braku,oprócz jednego opustoszałego kampingu w opłakanym stanie) pojechaliśmy do centrum zastanowić się czy warto tu zostać.Miasto miało do zaoferowania tyle co plaża,więc postanowiliśmy wrócić sie kawałek i pojechać na północ w strone jeziora Szkodarskiego.Google maps oznajmiło nam że przejedziemy 52 km i tak też się stało,tyle że nie była to autostrada tylko dróżka wijąca sie na całej długości serpentynami,szeroka na jeden samochód a do tego co jakiś czas zamieniała się w drogę szutrową.Dodatkowo spotkaliśmy kilka krów,unimożliwiających przejazd,piesków,kotków i 2 konie.W pewnym momencie myślalem (ja prowadziłem ),że na środku drogi jest żółw,jak się później okazało był to "ślad" pozostawiony przez krówki. 
Po 2h godzinach dotarliśmy do Virpazar,i już w nocy szukaliśmy miejsca do rozbicia się na dziko.Chcieliśmy  być jak najbardziej incognito,dlatego też rozpaliliśmy olbrzymie ognisko w celu zrobienia ziemniaczków,które jednak okazały się na tyle zgniłe że zaczęły już ożywać.Rankiem poszwędaliśmy sie troszkę po okolicy , zobaczyliśmy jakiś zniszczony bunkier , zrezygnowaliśmy z opcji rejsu po jeziorku za 50 euro.Przy mini obiadku z zupą rybna i naleśnikach , zdecydowaliśmy że jedziemy do grecji przez albanie,a bardziej przyziemnie ,że idziemy posiedzieć na plaży oddalonej 20 km (co się równa 40 minut widokową drogą o szerokości 3m po serpentyach).Po krótkiej kąpieli chcieliśmy się rozbić przy plaży,i po znalezieniu idealnego miejsca przyszedł do nas pan który chcąc nas naciągnąć na kamping oznajmij że to jego teren i że musimy spać na polu namiotowym .Z "wielkim smutkiem",podziekowaliśmy za taką opcje i po pół godzinki,spotkaniu PRAWDZIWEGO zółwia na drodzei  małej pomocy lokalnego kierowcy znaleźliśmy trawiasty parking dla rybaków na którym własnie siedzimy po obiadku i zaraz idziemy sie pokąpać w ciemnościach.
Dotarliśmy w końcu do Ulcinij i od razu sprawdziliśmy jak się prezentuje plaża,która ma 12 km  i jest podzielona na fragmenty (a każda odpowiednio nazwana : Copacabana,Europa(?),Floryda itp.)."Miami" okazało się sporym zawodem ponieważ ,nie dość ze piasek był brudny to do tego wiała straszny wiatr zdmuchujący cały piasek na plażowiczów.Nie udało nam się znaleść plaży hipisów o której nam powiedział motocyklista z polski na campingu w Budvie. Po sprawdzeniu ewentualnej możliwości kampingowej (a właściwie jej braku,oprócz jednego opustoszałego kampingu w opłakanym stanie) pojechaliśmy do centrum zastanowić się czy warto tu zostać.Miasto miało do zaoferowania tyle co plaża,więc postanowiliśmy wrócić sie kawałek i pojechać na północ w strone jeziora Szkodarskiego.Google maps oznajmiło nam że przejedziemy 52 km i tak też się stało,tyle że nie była to autostrada tylko dróżka wijąca sie na całej długości serpentynami,szeroka na jeden samochód a do tego co jakiś czas zamieniała się w drogę szutrową.Dodatkowo spotkaliśmy kilka krów,unimożliwiających przejazd,piesków,kotków i 2 konie.W pewnym momencie myślalem (ja prowadziłem ),że na środku drogi jest żółw,jak się później okazało był to "ślad" pozostawiony przez krówki. 
Po 2h godzinach dotarliśmy do Virpazar,i już w nocy szukaliśmy miejsca do rozbicia się na dziko.Chcieliśmy  być jak najbardziej incognito,dlatego też rozpaliliśmy olbrzymie ognisko w celu zrobienia ziemniaczków,które jednak okazały się na tyle zgniłe że zaczęły już ożywać.Rankiem poszwędaliśmy sie troszkę po okolicy , zobaczyliśmy jakiś zniszczony bunkier , zrezygnowaliśmy z opcji rejsu po jeziorku za 50 euro.Przy mini obiadku z zupą rybna i naleśnikach , zdecydowaliśmy że jedziemy do grecji przez albanie,a bardziej przyziemnie ,że idziemy posiedzieć na plaży oddalonej 20 km (co się równa 40 minut widokową drogą o szerokości 3m po serpentyach).Po krótkiej kąpieli chcieliśmy się rozbić przy plaży,i po znalezieniu idealnego miejsca przyszedł do nas pan który chcąc nas naciągnąć na kamping oznajmij że to jego teren i że musimy spać na polu namiotowym .Z "wielkim smutkiem",podziekowaliśmy za taką opcje i po pół godzinki,spotkaniu PRAWDZIWEGO zółwia na drodzei  małej pomocy lokalnego kierowcy znaleźliśmy trawiasty parking dla rybaków na którym własnie siedzimy po obiadku i zaraz idziemy sie pokąpać w ciemnościach.

Facilities:
I visited:
It's a amazing lake on the north of Montenegro.Really warm water,beutiful views , and fantastic hills sourrounding the whole thing...
I ate and drank in:
It's a nice place to chill out when arriving in Virpazar.Many people decide to stop here  after a journey on the harpin roads to Szkodorskie lake.The're is wi-fi acces and the prices are reasonable. There's a very good fish soup on the menu...
Photos
 
 
 
 
 
 
 
 
transporttype
12
20 August 2010 - 21 August 2010 , Tirana, Albania

Description:

ENGLISH:

The decision that we go through Albania was a consequence of earlier one - to visit Greece. In addition, we have heard a lot of favorable opinions about the country from the tourists we have met on our way. There were also many people who had discouraged us to Albania - mainly for security reasons - these were mainly Serbs so their opinions are more dictated by the relationship between these two countries than the actual attitude of residents to tourists. The plan was +/ - like that: we enter the Albania, visit Skhodor, Krujë, one night in Tirana than Berat and  Gijirokaster and after three days and two nights we are in Greece. Finally it turned out: Krujë, Durres, Tirana, Berat - two days and two nights (with one on the border of Albania / Greece). After a night by the lake Skadarsko immediately after breakfast and morning shower (also in the lake), we set out on a curvy, mountain road towards the border. At the last gas station before border we bought a supply of cigarettes - 4 zł package. :) The crossed the Montenegro border  with no problems and headed toward the Albanian clearance, which was not there ... hmm? Thanks to that we saved: a) a lot of time b) the entry fee for the car - 10 euro c) 2 euro per day of stay for each person - it suits us – I don’t know if it suits the Minister of Finance in Albania as well. :) After crossing the border right away we felt that we were in another country. Just after border children started to approach our car stretching out their hands for money. And when it comes to the rules on the road they no longer apply - ride the tide, overtaking the third, the principle of who is bigger can more, no lights at night - in the Albania is a standard, not to mention the terrible condition of roads. When we reached Skhodor we realized that the main tourist attraction (fortress on the hill) doesn’t look interesting at all. So after a quick vote, we decided to go straight to Krujë and it was worth it. The old town, a fortress on the hill and  the famous bazaar left us with a better impression than Skhodor fortress. After exploring the city we decided to eat something - we asked locals about very cheap and very tasty restaurant with local cuisine ... but when we receive receipt we realized it was not so cheap, but still tasty. The problem lay in the fact that nobody in the restaurant did not speak in a language other than Albanian and we got more than an order - but still 5 euro / person for – 3/4 dish meal is a luxury to swallow. Another point on our route was Tirana – on our way we decided that since we're in Albania we need to see the coast - so we got to Durres. And it was a bad choice because the city looks like a housing estate on the beach, 30 meters from the beach there is abandoned Zanzibar ship. However, we decided to give Durres a second chance and visit the old part of town, which  looked much better than the area by the coast. Around 21:00 we realized that we're in an unfamiliar city, and from tens of kilometers have not seen a good place to sleep in the wild. We decided, however, that we are going to Tirana and it will be just fine (somehow). After entering the center we began to look for unsecured wi-fi and found it near the Alpin hotel, which later proved to be a place where we will spend the night. Caesar went there to ask about price and he was able to negotiate one night in double room for all of us – it would be foolish not to use this occasion because the price was more favorable than the cheapest possible accommodation which we found on the web - a fool is always lucky. :) As soon as we got the keys took a quick shower, changed shirts and went out.  Inquiring encountered people we got to the Folie and then to The living room and  finally to Doner kebab where we had the best doner kebab ever. Next day we woke up early did fast check-out and began exploring the capital of Albania.

POLISH:

Decyzja o tym, że jedziemy przez Albanię była konsekwencją wcześniejszej – o odwiedzeniu Grecji. Poza tym słyszeliśmy wiele pochlebnych opinii na temat tego kraju od turystów spotkanych na naszej drodze. Było też wiele osób, które bardzo odradzały nam Albanię - głównie ze względu na bezpieczeństwo - byli to jednak w dużej mierze Serbowie więc ich opinie są bardzie podyktowane relacjami tych dwóch krajów niż faktycznym nastawieniem mieszkańców Albani do turystów.
Plan był +/- taki: wjeżdżamy do Albanii, zwiedzamy Skhodor, Kruje, noc w Tiranie, potem Berat, Gijirokaster i po 3 dniach i dwóch nocach jesteśmy w Grecji. Wyszło z tego w skrócie: Kruje, Durres, Tirana, Berat – 2 dni i dwie noce (z czego jedna na granicy Albania/Grecja).
Po nocy nad jeziorem Skadarsko od razu po śniadaniu i porannej kąpieli (też w jeziorze) wyruszyliśmy krętą, górską drogą w kierunku granicy. Na ostaniej stacji benzynowej po stronie Czarnogóry zaopatrzyliśmy się w zapas papierosów – po 4 zł paczka. NICE! Przejście od strony Czarnogóry przekroczyliśmy bez najmniejszych problemów i ruszyliśmy w kierunku odprawy albanskiej, której nie było…hmm?? Zaoszczędziliśmy dzięki temu: a) sporo czasu b) opłatę za wjazd autem – 10 euro c) 2 euro za dzień pobytu każdej osoby – nam to pasuje – nie wiem tylko czy Ministrowi Finansów w Albanii również.  Po przejechaniu granicy od razu poczuliśmy, że jesteśmy w innym kraju. Do naszego samochodu zaczęły podchodziś i wieszać się na szybach dzieci, wyciągając ręce po pieniądze. A jeżeli chodzi o przepisy ruchy drogowego to tak jakby przestały obowiązywać – jazda pod prąd, wyprzedzanie na trzeciego, zasada kto większy ten więcej może, brak świateł w nocy – w Albani to standard, nie wspominając o fatalnym stanie dróg.  Jeżeli chodzi o Skhodor to dość świadomie postanowiliśmy go pominąć – główna atrakcja turystyczna – twierdza na wzgórzu z odległości 50 metrów wyglądała bardzo mało interesująco. Po szybkim głosowaniu postanowiliśmy jechać od razu do Kruje i było warto. Stare miasto, forteca na wzgórzu oraz słynny w całej Albani bazar zrobiły na nas lepsze wrażenie niż Skhodor’ska twierdza. Po zwiedzaniu miasta postanowiliśmy coś zjeść – polecono nam bardzo tanią i bardzo smaczną restaurację z lokalną kuchnią albańską…, która w momencie otrzymania rachunku wcale już nie była tak tania, ale wciąż smaczna.  Problem leżał w tym, że nikt w restauracji nie mówił w innym języku niż Albańskii i dostaliśmy dużo więcej niż zamówiliśmy – ale wciąż 5 euro/osoba za 3,4 daniowy obiad to luksus do przełknięcia. Kolejnym punktem na naszej trasie była Tirana – stwierdziliśmy jednak, że skoro już jesteśmy w Albani musimy zobaczyć ich wybrzeże – tak trafiliśmy do Durres. I był to chyba kiepski wybór bo miasto wygląda jak blokowisko nad samą plażą + 30 metrów od przegu stoi opuszczony statek z Zanzibaru. Postanowiliśmy jednak dać Durres drugą szansę i zwiedzić starą część miasta, która wyglądała już zdecydowanie lepiej niż obszar przy wybrzeżu. Około 21:00 uświadomiliśmy sobie, że jesteśmy w nieznanym nam mieście i od kilkudziesięciu kilometrów nie widzieliśmy dobrego miejsca do spania na dziko. Stwierdziliśmy jednak, że jedziemy do Tirany i jakoś to będzie. Po wjechaniu do centrum pierwsze czego zaczęliśmy szukać to niezabezpieczonego wifi i znaleźliśmy je pod Alpin hotel, który okazał się być później mejscem w którym spędzimy noc. Cezar z ciekawości poszedł zapytać o ceny i udało mu się wynegocjować nocleg dla wszystkich w 2 osobowym pokoju – aż szkoda byłoby nie skorystać z takiej okazji gdyż cenowo wyszło nas to korzystniej niż najtańszy możliwy nocleg jaki znaleźliśmy w internecie – Głupi ma zawsze szczęście. :) Jak tylko dostaliśmy klucze wzięliśmy szybki prysznic, zmieniliśmy koszulki i wyruszyliśmy „na miasto”. Zagadując napotkanych ludzi trafiliśmy do klubu Folie (Folie) potem The living room (The living room) i na najlepszego kebaba jakiego jedliśmy w życiu - Doner kebab. Następnego dnia po wczesnej pobudce i szybkim wymeldowaniu z aparatami w rękach zaczęliśmy około 5 godzinne zwiedzanie stolicy Albanii.

Facilities:
I slept in:
It is located very close to city center. Friendly staff also you can bargain prices....
I visited:
Opened in 1988 as a museum in honor of the Albanian dictator, Enver Hoxha, moreover, was designed by his daughter, Pranverę. This monumental construction is likely to be the most expensive built in Albania,. After the fall of communism was inside the...
I ate and drank in:
BEST DONER IN THE CITY. :)...
I partied in:
The club is located in the garden in the open air. Very nice decor and atmosphere - but prices were too high....
Very nice club on the roof of the building in the city center. While dancing and drinking you can see  the city skyline at night....
Photos
 
 
 
 
 
 
 
 
transporttype
13
22 August 2010 - 22 August 2010 , Salonica, Greece

Description:

ENGLISH:

After leaving Tirana we went to the south. Another spot was Thessaloniki, but even before the dropped in Berat, Albania. Berat old town is situated on a hilltop fortress, which is still inhabited. We arrived to Berat in the evening and we've been watching the city panorama during the dawn. We had a view of the Gorica red roofs, a beautiful stone bridge Ahmet Kurt Pasha and lying across the Muslim Quarter Mangalam. Berat is known as a thousand windows town. There are old houses, with the small rectangular windows where light goes out. It may indeed be a thousand windows? We are the sixth kebab during last 24h and then took the the road towards the border with Greece. It was an interesting experience. No lanes, partly dirt road, 30cm depth holes and many hairpins. When we got to the border, in front of us were over 50 cars. We queued for over 4 hours watching movies on laptop. The atmosphere at the border was a bit tense, because 3 lanes ended up to 1 and there were numerous verbal dispute among the drivers who should go first. The road in Greece in comparison to what we met in Albania was perfect. We arrived to Thessaloniki got about 11am, took a bath on the gas station and went on a quick tour;) The symbol of the city is set in the White Tower quayside by the Ottoman Sultan Suleiman the Magnificent, the spot where we've parked. We ate breakfast in the afternoon in Mc' Donalds, being really hungry, since the previous meal was the Doner Kebab in Berat - healthy food for the win;) After a great lunch we've wandered to the park, where our team magician Ariel showed us trick the pigeons. Tossing a small object, for example a wallet up to about 2 meters, all the pigeons fly in this same instant - it is definitely a nice view. Before departure from Thessaloniki, we went to the same petrol station to steal some wireless Internet while sitting at the staircase nearby the station. In the meantime, some unpleasant old man tried to make us aware something in Greek, but unfortunately we didn't understand him. Before we drove off, another Greek approached showing us badge and asked for passports. It turned out that someone called the police to protect their staircase. The police checked our documents, and only asked to move from this place so we don't make them problems if some people call them again.

POLISH:

Po wyjeździe z Tirany obraliśmy kurs na południe. Kolejnym celem były Saloniki, jednak wcześniej zachaczyliśmy jeszcze o miasteczko Berat w Albanii. Po drodze zatrzymaliśmy się w górach żeby zrobić kilka zdjęć. Zaczepił nas mały chłopczyk sprzedający jeżyny i Mateusz się złamał, kupując od niego koszyczek za €2. Jeżyny okazały się już odrobinę zfermentowane. Postanowiliśmy zrobić wino. Owoce trafiły do 5litrowej butelki po wodzie mineralnej, dodaliśmy trochę wody i cukru. O postępach w produkcji trunku będziemy jeszcze informować. Stare miasto w Beracie to położona na wzgórzu forteca ogrodzona murem, która jest wciąż zamieszkana. Do Beratu dotarliśmy pod wieczór i właśnie w starym mieście zastał nas zmrok.Stąd rozciąga się widok na czerwone dachy Goricy, piękny kamienny most Ahmeta Kurt Paszy i leżącą po drugiej stronie muzułmańską dzielnicę Mangalem. To dzięki niej Berat zwany jest miastem tysiąca okien. Zabudowana jest starymi domkami, z których przez małe prostokątne okienka wydostaje się światło. Może rzeczywiście jest ich tysiąc? W Beracie zjedliśmy szóstego albańskiego kebaba w ciągu ostatnich 24h, przeszliśmy się po głównym deptaku, który nie zachęcił nas na tyle, aby zostać tam na noc. Droga w kierunku granicy z Grecją była ciekawym przeżyciem. Nigdzie nie ma wymalowanych pasów, miejscami droga jest szutrowa, występują dziury na 30cm głębokości, a najdłuższy odcinek prostej nie przekracza kilkudziesięciu metrów;)

Gdy dotarliśmy już na granicę, przed nami było ponad 50 samochodów. W kolejce staliśmy ponad 4 godziny, oglądając filmy na laptopie. Atmosfera na granicy było nieco napięta, gdyż na przewężeniu pasów z 3 do 1 dochodziło do licznych sporów słownych i nie tylko.

Od pierwszego metra po stronie Greckiej droga w porównaniu do tego, co spotkaliśmy w Albanii była idealna. Do Salonik dotarliśmy około 11, wykąpaliśmy się na stacji benzynowej i wyruszyliśmy na szybkie zwiedzanie;) Osobiście miasto nie przypadło mi do gustu, choć oczywiście nie zobaczyliśmy wszystkiego co ma do zaoferowania i mówię jedynie o mieście, którym jest teraz nie ujmując nic długiej i z pewnością fascynującej historii. Symbolem miasta jest Biała Wieża ustawiona przy nabrzeżu przez ottomańskiego sułtana Sulejmana Wspaniałego, pod którą zaparkowaliśmy. Śniadanie zjedliśmy po południu w Mc' Donaldzie, będąc naprawdę bardzo głodni, gdyż poprzednim posiłkiem był Doner Kebab w Beracie - zdrowa żywność for the win;)Po wielkim śniadanio-obiedzie przespacerowaliśmy się jeszcze do parku, w którym to nasz obozowy magik Ariel pokazał nam sztuczkę z gołębiami. Podrzucając mały przedmiot, np. portfel do góry na jakieś 2 metry, wszystkie gołębie odlatują w tej samej sekundzie - więc widok zdecydowanie nice. Przed wyjazdem z Salonik, pojechaliśmy na tę samą stację benzynową, na której braliśmy prysznic. Postanowiliśmy ukraść kilka wiader Internetu siedząć pod klatką schodową. W międzyczasie jakiś niemiły starszy pan coś próbował nam uświadomić po grecku, ale niestety się nie zrozumieliśmy. Zanim odjechaliśmy, podszedł do nas inny Grek, opuścił dziarsko okulary, świsnął odznaką i poprosił o paszporty. Okazało się, że ktoś zadzwonił po policję, w obawie o swoje bezpieczeństwo przed klatką. Policja sprawdziła nasze dokumenty i jedynie poprosiła, abyśmy odjechali z tamtego miejsca, aby nie robić im problemu na komendzie.

Photos
 
 
 
 
 
 
 
 
transporttype
14
22 August 2010 - 23 August 2010 , Keramoti, Greece

Description:

Po Salonikach wyruszyliśmy w kierunku długo wyczekiwanego odpoczynku : Thassos.Jak zwykle plany zmieniały się na bieżąco i gdy dojechaliśmy do Keramoti ( z którego wypływał nasz prom ) było już ciemno.Chcąc nacieszyć sie widokiem wyspy w dzień ,postanowiliśmy sie rozbić po raz kolejny na dziko. Wybrane przez nas miejsce bylo zaraz przy morzu , jednak zaraz obok był malutki domek letniskowy , z którego dobiegały dosyć dziwne odgłosy ( jak sie potem okazało była to blacha ruszająca się na wietrze ), nie zasypiało się więc za spokojnie. Rano przyjechał jakiś pan łowić ryby i nie miał nic przeciwko naszemu obozowisku.

 

ENGLISH

 

After Thessaloniki we started to make our way to the long-awaited rest: Thassos.Like always plans changed on a regular basis and when we arrived to Keramoti (from which our ferry departured)it was already dark. To enjoy the view of the island during the day ,we set our camp in the wild (agian:).The place was just by the sea , but just aside there was a tiny cottage, which was coming quite strange noises (as it turned out it was a sheet of metal moving on wind).Therefore going to sleep wasen't so calm.In the morning, a man came to fish,but he had nothing against our campsite

Photos
 
 
 
 
transporttype
15
26 August 2010 - 29 August 2010 , Limenaria, Greece

Description:

Wycieczka promem nie była tak imponująca jak się spodziewaliśymy ale ciekawa - była masa mew okrążających łódź ,oczekujących jakiegoś jedzenia.Miasto Thassos ,do którego dopłyneliśmy,  nie było również specialnie ciekawe.W informacji turystycznej dowiedzieliśmy się , że najlepszym miejscem dla nas będzie miasto Potos , na drugim końcu wyspy.Spotkaliśmy jeszcze znajomego - Radka - który tu pracuje przez wakacje w biurze turystycznym i opowiedział nam co nieco o wyspie.Po dotarciu do Potos , nie mogliśmy się zdecydować na konkretyny nocleg , więc w efekcie objechaliśmy całą wyspe i wylądowaliśmy w lesie nieopodal thassos.W nocy to samo miesce upodobała sobie "zakochachana para " ktróra zaparkowała 100 metrów od naszego namiotu , nie zauważając nas wcale.Pierwszego dnia (spowrotem) w Potos ,zdecydowaliśmy się na capming i wyruszyliśmy na plaże.Ariel niestety na tej greckiej wyspie miał niesamowitego pecha praktycznie za każdym razem gdy wszedł do morza.Najpierw ukąsiła go osa w głowe gdy płynął (?!:) ,wychodząc stanął na jeżowcu jedną nogą a drugą (w tym samym momencie) rozwalił sobie na kamieniu.Jego następne kontakty z słoną wodą były ograniczone- leżakował conajwyżej na dmuchanym materacu.My natomiast postanowiliśmy popróbować swoich sił w nurkowaniu i oprócz oglądania żyjątek , ćwiczyliśmy nurkowanie na głębokość.Przywiązaliśmy do złączonych ze sobą linek od namiotu kamień i dzięki temu mogliśmy określić jak nisko schodzimy.Nasz rekord to około 14m , ale mamy zamiar go dociągnąć do 20. Ariel gdy się spoworotem przekonał do zanurzenia się w wodzie po 10 minutach gry na pokrytym piaskiem dnie, został ukąszony przez rybę , która spowodowała niesamowity ból i paraliż nogi. Po wizycie u lekarza i zastrzyku w tyłek , był już gotowy na leżenie przez reszte dnia.Nie mogliśmy się nadziwić jak los, czy karma działa , ponieważ Ariel od dluższego czasu obawaiał się takiej dosyć niespotykanej sytuacji.Pechową rybę nazwaliśmy "rybą piaskową"..Gdy Ariel leżał my pojechaliśmy do Radka (znowu drugi koniec wyspy) i jego 
kolega Maks,przedstawił nam swojego greckiego znajomego, który zabrał nas na nocną przejażdzkę po wyspie.W sobtę odwiedziliśmy klub bolero w którym siedzieliśmy do białego rana.Niestety następnego dnia musieliśmy pożegnać naszą panią gospodarz ,zatem gdy obudziliśmy się i odpowiedzieliśmy twierdząco że na jej pytanie o naszą ewakuację o godzinie 12.oo ,(okazało się ,że jest 11:52 :). Po ostatnim dniu plażowania,jeszcze wizycie u znajomych (Radka i Maksa) w thassos,i nocy przespanej na wydmach pod gołym niebem wsiedliśmy na prom opuszczający Thassos.

 

ENGLISH

 

The ferry was not as impressive as we thought but it was still interesting - there was a mass of seagulls circling the boat awaitng some food.Thassos,was not so interesting , and there was just a bunch of people.At the tourist information bureau we learned that the best place for us to be is the city Potos, on the other side of the islad.We met our friend- Radek - who is working here for vacation in the tourist office and told us a bit about Thassos.After arriving at Potos , we could not decide on a accomodation , so  in effect we cicled the entire island and landed in the woods near thassos.In the night a " couple in love" parked 100 meters from our tent, without noticing us at all.The firstday (back) in Potos, we decided on a capming and went to catch some sun at the beach..Ariel unfortunately had bad luck on this Greek island, almost every time he entered the sea.Firstly a wasp stung him in the head while swimming (?!:),while going out of the water he stept on a Sea urchin and with the other leg (at the same time)he hit a rock and cut it badly.His contacts with salt-water were very limited foremost on an air mattress.We decided to try diving, and in addition to watching the sea creatures,we trained dept diving.We attached a piece of string from the tent to a stone and that allowed us to determine how deep we're diving.Our record is about 14m, but we are going to tighten it to 20m.Ariel when  persuaded to soak up in water after 10 minutes of play in the sand-covered floor, was bitten by fish, which caused incredible pain and paralysis of a leg. After a visit to the doctor injection in the butt, he was ready to lie down for the rest of the day.We wondered how fate or karma works, because Ariel has been warried about such  unprecedented situation.We called the awful creature "the sand fish" .. When Ariel was lying,we drove to Radek (again the other end of the island).His colleague Maks, introduced us to his Greek friend who took us on a  ride in the night around the island.On Saturday , we visited the club Bolero ,and we had fun till the dawn , under the blue sky.Unfortunately , the next day , we needed to leave by 12:00 PM , and our host woke us up at asked if we would make it.After we said " yes " we looked at the clock and it turned up it's 11:52 :) After the last day at the beach , visiting our friends ( Radek & Maks ) at Thassos , and a night at the dunes. we jumped on the boat from Thassos.

Facilities:
I slept in:
It's a nice camping just by the beach.The prices are pretty reasonable, (about 5-7 euros ,with one car , and depending the amout of tents).It's fully equiped ,and well maintained...
Itegue Taitu Hotel is located in a hilly quiet area with cool breeze, thus amazingly tranquil and peaceful. The Hotel built in 1898(E.C.) is in a middle of the city (Piazza), where tourist guides, and souvenir shop sare found at ease. It is 20 minutes...
I ate and drank in:
It's a little restaurant near Potos on the road to the west. The prices are reasoneable ,and there's a nice view on the beach. Exept of pizza , you can order some sea food....
I did shopping at:
There's a lot of supermarkets near the main strip in Potos. Exept of the usual stuff , there are fruit stands in front of the stores....
I partied in:
Bolero Club is a club near the southern youth-oriented city of Potos. It's on a hill by the road to Limenaria. Durring the week the club is pretty much empty but thursday, friday and sunday it's pretty crowded. The drinks are pretty expensive , but the...
Photos
 
 
 
 
 
 
 
 
transporttype
16
30 August 2010 - 31 August 2010 , Zelezara, Macedonia

Description:

Thassos opuściliśmy 30.08.2010 około godziny 11. Na promie zjedliśmy śniadanie, a mewa oddała swoje na rękę Mateusza. Wyruszyliśmy w stronę Skopje, stolicy Macedonii. W Grecji paliwo kosztuje €1,5 za litr, chcieliśmy taknować jak najmniej, aby na oparach dojechać do Macedonii i tam zatankować. Po drodze dwukrotnie wskazówka opierała się o zero absolutne. Gdy zatankowaliśmy już do pełna w Macedonii, szukając stacji benzynowej od dłuższej chwili, okazało się, że mieliśmy w baku około 300ml paliwa.

 

Dojeżdżając do Skopje szukaliśmy dobrego miejsca do rozbicia się na noc. Zjechaliśmy z autostrady, przejeżdżając przez wioskę, w której minęła nas m.in. kilkuletnia dziewczynka przewożąca śmieci zaprzęgiem koni. Po ucieczce przed psem z upatrzonego miejsca, przejechaliśmy jeszcze kilka kilometrów i rozbiliśmy obóz na placu przy ogromnym wysypisku śmieci około 500 metrów od lotniska międzynarodowego Skopje. Zanim zasnęliśmy, na miejsce podjechały dwa samochody, a gdy się obudziliśmy około 20 osób nuciło delikatnie 'cause I'm a gipsy' przebierając w skarbach nieopodal. W tym czasie z lotniska wystartował jeden samolot. Można wnioskować, iż lotnisko nie jest najbardziej uczęszczaną atrakcją w okolicy.

 

Po 'zupkach chińskich' na śniadanie, złożyliśmy obóz i pojechaliśmy na stację benzynową, by umyć się w najbardziej niehigienicznym miejscu jak dotąd. Prawdopodobnie kilka kilometrów dalej znaleźlibyśmy nową stację z darmowym prysznicem, ale woleliśmy nie ryzykować i nie tracić czasu. Dojechaliśmy do centrum i przez około 40 minut szukaliśmy darmowego miejsca parkingowego, albo chociaż takiego skąd ciężko nas będzie holować. W końcu jakiś miły Macedończyk pokazał nam jednyne wolne i bezpłatne miejsce między hotelem, a płatnym parkingiem.

 

Drugie śniadanie zjedliśmy w Mc Donaldzie i zaczęliśmy pieszą wycieczkę po Skopje. Przeszliśmy deptakiem ciągnącym się od rynku głównego do Muzeum Narodowego, przy którym oprócz wielu ławeczek, drzew i śmiesznych rzeźb, znajduje się Instytut Pamięci Matki Teresy z Kalkuty, która urodziła się właśnie w Skopje. Po drodze na Kamienny Most nad rzeką Vardar znajdujący się w samym środku centrum miasta, przechodziliśmy przez galerię handlową. Podbiegło do mnie małe, brudne, bardziej ciemno niż jasnoskóre dziecko i zaczęło błagać o pieniądze. Kilka razy odpowiedziałem 'no, no, get away', zaczęło mnie szarpać za bluzę, więc odepchąłem je mocno i się otrzepałem. Dziecko się odczepiło i zniknęło. I w ten oto sposób zniknęły z mojej kieszeni wszystkie pieniądze, które miałem. Nie poczułem kompletnie nic oprócz szarpania za bluzę, cała akcja trwała mniej niż 10 sekund. Pech, ogromny pech chciał, że w kieszeni oprócz 700 dinarów(ok. €12) miałem jeszcze $100. Mieliśmy za te dolary kupić dinary, ale wcześniej znaleźliśmy bankomat, więc dolary zostały w kieszeni. To był pierwszy raz, gdy miałem przy sobie więcej niż równowartość €10 w gotówce przy sobie. Nie chciało mi się wracać do samochodu, by zostawić pieniądze. Połączenie mojej głupoty, złodziejskiego kunsztu małego dzieciaka i prawa, że jak coś ma się stać, to stanie się to w najgorszym możliwym momencie(350zł zamiast ok. 40zł) sprawiły, że stałem się biedniejszy o tę sumkę. Starając się sobie wmawiać "They are not bad, just one person was bad" ruszyliśmy dalej. Próbowaliśmy namierzyć małego brudaska, również kilka godzin później w tym samym miejscu, ale oczywiście bezskutecznie. Pewnie otworzył własny hotel za moje pieniądze, albo jest już w drodze do Vegas. 

 

Przeszliśmy przez bazar "Carsija", na którym za €3 można kupić Ray Bany, a za €5 pasek Versace, czy Prady - wszystko made in Italy, nawet amerykańskie Levis'y. To wszystko pomiędzy sklepikami, w których z kolei można nabyć jednocześnie płyty DVD i pomidory, czy też nieco przybrudzony garnitur. Kolejnym punktem była forteca Kale, której pierwsze mury zostały wzniesione już w VI wieku. Jak na fortece przystało, znajduje się na wzgórzu, skąd rozciąga się panorama na całe miasto. Przy fortecy znajduje się Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które ma niewiele wspólnego z muzeum, gdyż jest nieczynne, nieco mniej ze sztuką, ponieważ przez przeszklone ściany można było obejrzeć dosłownie kilka dziwnych przedmiotów zrobionych z paru kawałków drewna (w przewodniku piszą o 3000 eksponatów), a już kompletnie nic z nowoczesnością - wierzcie lub nie. W drodze powrotnej ze wzgórza odwiedziliśmy jeszcze meczet Mustapha-Pasha wybudowany w 1492 roku, Operę Narodową, której architektura wzbudziła burzliwą dyskusję, wieżę zegarową, kościół Świętego Zbawienia, jak również budkę z ogromnymi hamburgerami za 70 dinarów(ok. €1).

 

Po powrocie do samochodu, pan który wskazał nam miejsce parkingowe podszedł do nas, pytał o dalszą drogę i opowiadał przez chwilę o swoich podróżach. Podobno będzie nas śledził na stronie internetowej.

 

That's all folks, Skopje nie zachwyca, aczkolwiek na pewno jest warte odwiedzenia. Trzymajcie pieniążki z daleka od małych ciemnych rączek, jednocześnie pamiętając, że to samo może się zdarzyć wszędzie. Ale mnie przydarzyło się tutaj;)

Cezar

Photos
 
 
 
 
 
 
 
 
transporttype
17
3 September 2010 - 3 September 2010 , B, Hungary
transporttype
18
Warszawa, Poland

Description:

ENGLISH:

Lately we didn’t publish any new diaries from our trip. This was caused by the fact that, unfortunately, we had to come back to Poland (from Macedonia)  for a few days and deal with several bureaucratic issues which ultimately proved to be impossible to manage from a distance. We had a lot of complications in obtaining the Carnet de Passage on time and we had to show up in Warsaw in person. Fortunately, we've managed everything and we're finally on the road again - in two days (22.09) we plan to be in Istanbul. Wwe will try to make up for the time lost on our return to Poland in the next few days so we could get to Cape Town as we planned it - before the New Years Eve. Probably we will miss out on a chance visit several places in Turkey and will go straight towards the Syrian border. For personal reasons for some time we will be travelling just the three of us (Filip is joining us in Kenya and Mateusz in Buenos Aires) – they are just at the stage of buying their tickets. We also hope that, taken recent rather demotivating experiences, the twist of fate will provide us with nothing but good luck during the next 13 months and we will not face any difficulties with the bureaucracy at the borders. :)

POLISH:

Przez ostatnie dni nie wrzucaliśmy nowych relacji z naszej podróży. Wynika to z faktu , że musieliśmy niestety na kilka dni wrócić do Polski (z Macedonii) i uporać się z kilkoma sprawami, które okazały się ostatecznie niemożliwe do załatwienia na odległość. Mieliśmy sporo komplikacji z otrzymaniem w zaplanowanym czasie Carnetu de Passages, co wymagało niestety naszej obecności w Warszawie. Na szczęście wszystko udało się załatwić i znowu jesteśmy w drodze - za dwa dni (22.09) planujemy być w Istambule. Czas który poświęciliśmy na powrót do Polski, będziemy się starali nadrobić w najbliższych dniach, aby dotrzeć do Cape Town w zaplanowanym momencie – przed Nowym Rokiem. Prawdopodobnie ominiemy zwiedzanie kilku miejsc w Turcji i będziemy się kierować od razu w kierunku granicy z Syrią. Z powodów osobistych przez pewien czas jedziemy we trójkę (Filip dolatuje do Kenii, a Mateusz do Buenos Aires) – chłopaki właśnie są na etapie wykupywania biletów lotniczych. Mamy też nadzieję, że w związku z ostatnimi doświadczeniami  w ramach rekompensaty od losu przez najbliższe 13 miesięcy nie będziemy napotykać żadnych trudności z biurokracją na granicach i wszystko będzie już szło bez najmniejszych problemów. :)

transporttype
19
14 September 2010 - 17 September 2010 , Bucarest, Romania

Description:

On the road again ... Romania!


On the way to Istanbul, we decided to visit Romania. Castle in Bran, where the legendary Count Dracula lived the has been our first stop for sightseeing. After spending the night at a gas station next to the border and another also at the station in Bran, we visited the castle. It wasn't neither scary, nor mystical, nor bloody;) There is quite a large collection of royal collections of documents, classical clothes and fully preserved the chambers of medieval-era of Transylvania, as well as information boards explaining the legend of Dracula. In 1897 Bram Stoker wrote the novel "Dracula." Its title character was the Count, Transylvanian nobleman, who is also a vampire. Stocker gave it the name "Dracula", encountered in one of the historical books. This was the nickname of the ruler of Wallachia Vlad Dracula - Vlad the Devil's son. Dracula was a nickname associated with membership in the Order of the Dragon king. Dracula as a vampire, however, is a fictional character, and although Stocker in his novel used the historical record, it may be presumed that while torture that Dracula applied to prisoners were true, that the vampire did not have much in common.
After visiting Bran, we arrived about 5pm to Bucharest. We had some troubles finding the tourist information, we knew only that it is the central railway station. Neither GPS nor Internet in a Mc Donald did not particularly help us, but help came from the old lady we met on the street. We took her as a hitchhiker and she guided us centrally into the station "Gara De Nord". After we got all maps and guides from the information, we went to see the only camping in Bucharest, which turned out to be the most expensive camping, which we has so far met ($ 10 per person + $ 10 per tent). At the campground, we met Dutch couple (about 60 year olds), traveling with the old Mercedes truck, hand converted into a camper and they invited us for tea. We meet with them in South Africa in December. At the gas station, where we spent another night, we met with the three Romanian students who have just returned EuroTrip. They helped us to find out what should we see in Bucharest, and what can we skip. Bucharest has 2.3 million inhabitants and has the second largest building in the world (after the Pentagon), Parliament Palace. It is very interesting and a great city, which is definitely worth a visit. It is the largest city in south-eastern Europe, the Romanian capital of culture and economy. Obviously this is also a city of contrasts. Standing in a traffic jam before the Aston Martin, with Porsche 911 on the left and the on the right-hand Mercedes-Benz SLK, children without shoes are knocking on the window asking (nota bene shamelessly) about money. In Bucharest, we spent a few hours, visiting the old city, Parliament Palace, the Museum of Military and some churches, parks and pedestrian streets. Unfortunately, we did not have enough time, because Romanian friends that we met dayearlier, necessarily recommended us to visit the Danube Delta on the north-eastern corner of Romania. 



On the road again... Rumunia!


Po drodze do Istambułu, gdzie kiedyś początkowo miała zacząć się nasza podróż(chcieliśmy ominąć kraje europejskie), postanowiliśmy jednak zachaczyć o Rumunię. Zamek w Bran, gdzie zamieszkiwał legendarny Hrabia Dracula był naszym celem na trasie. Po nocy spędzonej na stacji benzynowej przy granicy i kolejnej również na stacji w Bran, odwiedziliśmy ów zamek. Nie było ani strasznie, ani mistycznie, ani krwawo;) Znajduje się tam spora kolekcja zbiorów dokumentów królewskich, klasycznych strojów i w pełni zachowanych komnat zamkowych z czasów średniowiecznej Transylwanii, jak również tablice informacyjne wyjaśniające powstanie legendy o Draculi. W 1897 roku Brama Stoker, napisał powieść "Drakula". Jej tytułowym bohaterem był hrabia, transylwański arystokrata, będący jednocześnie wampirem. Stocker tworząc postać wampirycznego hrabiego, nadał jej imię "Dracula", napotkane w jednej z historycznych ksiąg. Był to przydomek władcy Wołoszczyzny Vlada Draculi – syna Vlada Diabła. Przydomek Dracula był związany z przynależnością władcy do zakonu Dragonów. Dracula jako wampir, jest jednak postacią fikcyjną i choć Stocker w swojej powieści posłużył się historycznymi zapisami, można domniemywać, iż o ile tortury, które Dracula stosował na jeńcach i więźniach były prawdziwe, o tyle z wampirem nie miał wiele wspólnego.
Po zwiedzeniu Bran, około godziny 17tej dotarliśmy do Bukaresztu. Spore kłopoty sprawiło nam znalezienie informacji turystycznej, wiedzieliśmy jedynie, że znajduje się ona przy głównym dworcu kolejowym. Ani GPS, ani kiepsko działający internet w Mc Donaldzie nie pomogli nam szczególnie, ale z pomocą przyszła starsza pani spotkana na ulicy, która wprawdzie nie mówiła ani słowa po angielsku, jednak wsiadła z nami do samochodu i pokierowała centralnie pod dworzec. Po zgarnięciu mapek i przewodników z informacji, pojechaliśmy zobaczyć jedyny w Bukareszcie Camping, który okazał się najdroższym campingiem, który do tej pory spotkaliśmy($10 od osoby + $10 za namiot). Na campingu, na który się nie zdecydowaliśmy spotkaliśmy parę holendrów(ok. 60 latków), podróżujących starym ciężarowym mercedesem, własnoręcznie przerobionym na Campera, którzy zaprosili nas na herbatkę. Mamy się z nimi spotkać w RPA w grudniu. Na stacji benzynowej, gdzie spędziliśmy kolejną noc, spotkaliśmy z kolei trójkę rumuńskich studentów, którzy wrócili właśnie z własnego EuroTripu. Pomogli nam ocenić co w Bukareszcie warto zobaczyć, a co można pominąć. Umówiliśmy się z nimi wprawdzie na drugi dzień, jednak zmieniliśmy plany. Bukareszt ma 2,3 miliona mieszkańców i posiada 2gi co do wielkości budynek na świecie(po pentagonie), Parliament Palace. Jest bardzo ciekawym i wielkim miastem, które na pewno warto odwiedzić. Miasto jest zakorkowane non-stop, ale widać, że tętni w nim życie. Jest największym miastem Europy południowo-wschodniej, stolicą rumuńskiej kultury i gospodarki. Oczywiście jest to również miasto kontrastów. Stojąc w korku przed Astonem Martinem, mając po lewej Porsche 911, a po prawej Mercedesa SLK, dzieci bez butów stukają w szybę prosząc(bezczelnie nota bene) o pieniądze. Obok wielkich biurowców i hoteli, po uliach przedmieści jeżdzą furmanki, pasą się osiołki i krowy bez żadnych uwiązów, czy zagrodzeń. W ciemniejszych uliczkach znajdują się lepianki biedniejszej części miasta. W przeciwieństwie do Rio De Janeiro, gdzie bogate dzielnice są szczelnie oddzielone od slumsów, tutaj wszystko jest pomieszane, tworząc niesamowity klimat tego miejsca. W Bukareszcie spędziliśmy jedynie kilka godziń, odwiedzając stare miasto, Parliament Palace, Muzeum Militarii oraz kilka kościołów, parków i deptaków. Niestety nie mieliśmy wystarczającej ilości czasu, gdyż rumuni, których spotkaliśmy dzień wcześniej, koniecznie polecali nam odwiedzić Deltę Dunaju, na północno-wschodnim krańcu Rumunii. 

Facilities:
I visited:
Bran Castle which is more commonly referred to and marketed as "Dracula's Castle". In reality, Vlad Tepes never called that castle home, and it is unknown whether he even visited. The exterior of the castle is truly impressive; inside, it is a bit...
Military History Museum has collections of weapons dating since the prehistoric times and permanent exhibitions dedicated to important military events, including the Romanian revolution of 1989, as well as an outdoor exhibit of relatively modern...
In the center of Bucharest, near Piaţa Unirii (Union Plazza), the tourist can see the world's second largest building (after the US Pentagon), formerly named "Casa Poporului" (People's House). The building, which was built in 1984 by Nicolae Ceauşescu,...
I used the services:
Tourist information Center is located inside the railway station Gara De Nord....
Photos
 
 
 
 
 
 
 
 
transporttype
20
18 September 2010 - 18 September 2010 , Tudor vladimirescu, Romania

Description:

ENGLISH:

For the city of Tulcea, which is the last place where you can reach by car (apart from a few villages a little further) on the delta, we arrived late in the evening. After the next night at a gas station in the car (five days without a real shower) it turned out that we came there after the season and not only that there are no public cruises but albo friends from Bucharest, said the the fee of the cruise is around €8, and the trip costs above €50). After a brief visit in Tulcea, we drove south to Bulgaria.

POLISH:

Do miasta Tulcea, które jest ostatnim miejscem, gdzie można dojechać samochodem(poza kilkoma wioskami nieco dalej) na deltę, dotarliśmy późnym wieczorem. Po kolejnej nocy na stacji benzynowej w samochodzie(5 dzień bez prawdziwego prysznica) okazało się, że jest już po sezonie i nie dość, że  nie ma publicznych rejsów jednodniowych, a jedynie dwu-dniowe, to jeszcze są tylko raz dziennie i się spóźniliśmy(nie mówiac o tym, że znajomi z Bukaresztu mówili o kwocie rzędu €8, a rejs kosztuje €50). Po krótkiej wizycie w Tulcea, pojechaliśmy na południe, do Bułgarii.

Facilities:
I visited:
The Danube Delta is the second largest river delta in Europe, after the Volga Delta, and is the best preserved on the continent. The greater part of the Danube Delta lies in Romania (Tulcea county),...
Photos
 
 
 
 
 
« Last Page  |  viewing results 11-20 of 71  |  Next Page »
Most popular tags for this travel
Places
Home  /  Places  /  Travels  /  Photos  /  Videoguides  /  Facilities  /  Groups  /  Q&A  /  Quizzes