Description:
Hej! Jesteśmy piątką 22-latków i mamy zamiar okrążyć świat samochodem VW Transporter T4 w 15 miesięcy odwiedzając wszystkie kontynenty.
Na tej stronie, jak również na www.wayawayexpedition.com i www.facebook.com/wayawayexpedition będziemy umieszczać nasze relacje z podróży. Najpierw jednak trochę o przygotowaniach.
Pomysł & team:
Niemal dwa lata temu na zboczu ośnieżonej słowackiej góry, jeden z nas przedstawił swoje wielkie marzenie. Tak powstała wspólna idea, którą przedstawiliśmy kilku innym. ARIEL, CEZAR, FILIP, KUBA i MATEUSZ, oto nasz team. Inny Kuba, Kuba Marzec był z nami długo, jednak po trudnej, ale stanowczej i męskiej decyzji odłączył się od grupy - duchem jest jednak nadal z nami;)
Wayaway?
Nasze zadanie, z pozoru niemożliwe, podzieliliśmy na wiele trudnych, te z kolei na jeszcze liczniejsze prostsze, w końcu i te ostatnie na masę zadań prostych i wykonalnych. Nazwę, którą wymyślił Filip, przy wspólnej burzy mózgów z pomocą alkoholu, zaakceptowaliśmy i każdy rozumie ją mniej lub bardziej jako "O wiele za daleko".
Ktrórędy dookoła?
Po 2,5 letnich przygotowaniach, nasza początkowa trasa zmieniła się ok. 4 razy. Zderzyliśmy się z rzeczywistością, problemami spedycyjnymi(samochód), biurokracją i wreszcie kosztami. Nasza trasa wiedzie po kolei przez Turcję, Syrię, Jordanię, Egipt, Sudan, Etiopię, Kenię, Tanzanię, Zambię, Angolę, Namibię, RPA, Argentynę, Antarktydę, Chile, Brazylię, Paragwaj, Boliwię, Peru, Ekwador, Kolumbię, Wenezuelę, Panamę, Kostarykę, Honduras, El Salvador, Gwatemalę, Belize, Meksyk, USA, Nową Zelandię, Australię, Singapur, Malezję, Tajlandię, Kambodżę, Wietnam, Laos, Myanmar(jeśli wydarzy się cud), Indie, Bangladesz, Nepal, Pakistan, Iran i spowrotem Turcję. W powyższej wyliczance nie są uwzględnione kraje europejskie.
Transport:
Będziemy podróżować specjalnie przygotowaną furgonetką, VW TRANSPORTER T4, który został rozkręcony na części pierwsze, sprawdzony i skręcony ponownie. Bierzemy ze sobą milion części eksploatacyjnych i liczymy na to, że autko nas nie zawiedzie. Jeśli tak się stanie, będziemy liczyć na globalny zasięg marki VW i dostępność części oraz wiedzę lokalnych mechaników. Decyzja o tej marce i tym modelu padła po konsultacjach z wieloma ludźmi znającymi się na rzeczy. Początkowo mieliśmy w planie zakup nowego furgona VW CARAVELLE T5, jednak mądrzy znajomi wybili nam to z głowy, ze względu na bezpieczeństwo na trasie(5 białych europejczyków w nowej furgonetce - hmmm), jak również fakt, iż samochodów tego typu nie da się naprawiać w lokalnych warsztatach, a wymiana części eksploatacyjnych jest dużo trudniejsza.
Samochód został również przystosowany do podróży. Zamontowaliśmy wielki stalowy bagażnik dachowy, na którym 400 litrowa trumna(bagażnik zewnętrzny) wygląda jak zabawka, zrobiliśmy szafki w bagażniku, jeden z tylnych rzędów siedzeń zamieniliśmy na sofkę, która jest jednocześnie skrzynią, przetwornica na 230V z 4 kontaktami, pozwoli nam ładować sprzęt elektroniczny, gotować wodę itp. Drugi akumulator(który jest ładowany podczas jazdy, ale nie pobiera się z niego prądu) pozwolą odpalić "na klemy", gdy akumulator główny zawiedzie. Podwodzie jest podbite, amortyzatory wzmocnione. Reflektory są okratowane, halogeny z przodu i z tyłu będą rozświetlać drogę, a robiona na zamówienie chłodnica ma dać radę w 55*C upale na pustyni.
Transport samochodu przez ocean:
Z Afryki do Ameryki PŁD, z USA do Australii, z Australii do Singapuru nasze auto będzie podróżować kontenerowcem, a my w tym czasie przesiądziemy się na samolot. To będą nasze 3 najbardziej pożerające budżet przeprawy. Nie da się jednak objechać świata dookoła samochodem w inny sposób(chcąc zobaczyć coś więcej niż Rosję i Kanadę).
Podział przygotowań:
Do wyjazdu przygotowywaliśmy się 2 lata. Można to zrobić w 6 miesięcy(tyle bowiem potrzeba na zrobienie wszystkich zalecanych szczepień). Nasz wydłużony czas przygotowań wynikał z faktu, iż pomysł powstał, gdy byliśmy na 1 roku studiów i postanowiliśmy go zrealizować po 'licencjacie'.
Wszystkie zadania podzieliliśmy na 5 osób i tak Ariel zajął się sponsoringiem i mediami, jak również koordynacją przygotowań całej ekipy, ja(Cezar) wziąłem na siebie kwestię wiz, dokumentów i formalności , przygotowania fizyczne i merytoryczne(kursy, szkolenia np. pierwsza pomoc, kurs fotografii itp) oraz zrobienie strony internetowej, Filip kontaktował znajomych, tworzył bazę noclegową i umawiał nas na spotkania z innymi podróżnikami, jest również teamowym skarbnikiem, Kuba koordynował remont i dostosowanie samochodu i jest odpowiedzialny za aktualizacje na naszej stronie www, Mateusz dopilnował, aby wszyscy zrobili szczepienia i byli ubezpieczeni oraz będzie prowadził dokumentację filmową i zdjęciową naszego wyjazdu.
Budżet & zbieranie pieniędzy:
Na podstawie mniej lub bardziej rzetelnych informacji od znajomych podróżników, z for internetowych, własnych doświadczeń, biorąc pod uwagę ceny paliw w danym kraju, koszty życia, wiz, zakupów przed wyjazdem itp. ustaliliśmy nasz budżet na 40.000zł. Dodatkowe fundusze, które udało się zgromadzić od sponsorów pokryją część kosztów poniesionych przed wyjazdem, jak również pozwolą na odwiedzenie części miejsc, których nie mieliśmy wcześniej w planie.
Każdy miał swój sposób na zgromadzenie tej kwoty i 2,5 roku czasu. Biorąc pod uwagę średnie możliwości przeciętnego studenta żyjącego w Polsce, zgromadzenie tej kwoty nie jest proste, ale nie jest też trudne. Wymaga to pracy, wyżeczeń i umiejętności oszczędzania. Wychodzimy jednak z prostego założenia, że jeśli się czegoś chce, to się znajdzie sposób, a jeśli się nie chce, to się znajdzie powód. 2,5 miesięczny wyjazd wakacyjny do Norwegii, na pewno pomógł nam bardzo w 'urealnieniu' naszych planów. Pojechaliśmy tam w ciemno, 3 tygodnie szukaliśmy pracy, będąc na skraju wytryzmałości psychicznej udało się nam ją znaleźć. Wytrzymaliśmy tam żyjąc pod namiotem przez 2 miesiące, był to świetny test osobowości i utwierdzenie w przekonaniu o słuszności doboru ludzi do teamu. Trzymajcie kciuki, żeby wystarczyło nam pieniędzy;)
Ciag dalszy nastapi;)
Description:
Poczatek naszej wyprawy naturalnie nie obszedl sie bez problemów. Ostatnie dni przed wyjazdem byly bardzo intensywne. Mielismy mase rzeczy do zalatwienia , kazdy musial wywiazac sie ze swoich obowiazkow wyprawowych, ale dodatkowo podopinać swoje "prywatne" sprawy na ostatni guzik (pożegnania, ubezpieczenia, kupic ubrania, menażki, karimaty itp). Dodadtkowo na 14 godzin przed wyjazdem, pojechaliśmy zrobic oooooogromne zakupy jedzeniowe w Tesco, ktore ze wzgledu na ilosc kupowanego jedzenia musielismy robic na raty (po kazdym zapelnieniu wózka), nawet pani kasjerka nas przekonala do zalozenia karty klubu Tesco ze wzgledu na nasz rachunek. Oczywiście mimo założenia wyjazdu o 9:00 rano, wyruszyliśmy dopiero 14:00 ze względu na ostatnie etapy pakowania. Po przebyciu okropnego korku w Krakowie, wreszcie wyruszyliśmy w trase. Kierunek: Bratyslawa!:)
Description:
ENGLISH:
We arrived to Bratislava in the evening. Setting up a brand new tent took us a lot of time, since we were doing it with the torchlight. We slept on the camping Zlate Piesky. Camping cost us € 40 for 2 nights - and it does not have free WI-FI access. It's located about 10 kilometers from the city center, but buses run all night in a taxi to the city center costs € 10 (we were bargaining from €15). The first morning in Bratislava disappoint us a bit, as it turned out that we've missed the shower time, which at 10:30am is closed and is opening again on 5pm. Therefore we decided to 'skip the shower', we went to the old town of Bratislava, where the nice lady in the tourist information gave us free map, showing places with free WI-FI. In Bratislava we visited the market, Castle, Nový Most, Dom sv. Martin, and we've been walking though several cathedrals and churches and streets with the old city climate. After the whole day of sightseeing and we've came back to the camp, ate dinner, took a shower and then went back to the center with a bus to see what Bratislava has to offer at night. We've walked to a few pubs and clubs, including Alligator Club, Unique Club and the New Spirit. The next day, while packing our 'life' back to the car, about 20 campers from Scotland and Ireland came to the camping, and dominated the camp. From one of the tall, ginger Scotish man we learned that it's great thatw we're leaving because his friend had been betrayed and cheated by his wife, a Pole from Krakow, and therefore he has rather bad attitude to the Poles ....and Cracow;) We drove off about 5pm, heading towards Budapest.
POLISH:
W Bratysławie zjawiliśmy się w godzinach wieczornych. Rozłożenie nowego namiotu po raz pierwszy po ciemku zajęło nam trochę czasu. Spaliśmy na campingu Zlate Piesky. Camping kosztował nas €40 za 2 noce - w campingu nie ma darmowego WI-FI, znajduje się ok. 10 km od centrum, autobusy jeżdżą całą dobę, a taxi do centrum kosztuje €10(utargowane z €15). Pierwszy poranek w Bratysławie rozczarował nas nieco, gdyż okazało się, że spóźniliśmy się na prysznic, który o 10:30 jest zamykany, a otwierany ponownie o 17. Po podjęciu decyzji 'skip shower', pojechaliśmy na starówkę Bratysławy, gdzie miła pani w informacji turystycznej uraczyła nas darmową mapką i pokazała miejsca z darmowym WI-FI. W Bratysławie odwiedziliśmy Rynek, Zamek, Nový most, Dóm sv. Martina, wstąpiliśmy do kilku katedr i kościołów oraz przeszliśmy kilkoma klimatycznymi uliczkami starego miasta. Po całodziennym zwiedzaniu i powrocie na camping, zjedliśmy kolację, wzięliśmy prysznic i następnie autobusikiem wróciliśmy do centrum zobaczyć, co Bratysława ma nam do zaoferowania nocą. Wpadliśmy do kilku pubów oraz klubów, m.in. Aligator Club, Unique Club oraz New Spirit. Następnego dnia, podczas pakowania naszego życia spowrotem do samochodu, nasz camping nawiedziło ok. 20 kamperów ze Szkocji i Irlandi i zdominowało camping. Od jednego z wielkich rudych panów dowiedzieliśmy się, że wspaniale, że odjeżdżamy, bo jego kolega został zdradzony i oszukany przez swoją żonę Polkę z Krakowa, wobec czego ma raczej kiepski stosunek do Polaków....i Krakowian;) Odjechaliśmy ok. 17, kierując się w stronę Budapesztu.
Description:
ENGLISH:
Most of us have already visited Budapest, but we decided that the on our way to Turkey, we must also visit (again) the capital of Hungary. We arrived at a place at 22:11 and immediately started to look for a place to stay - of course the cheapest possible. We landed finally at the Camping Heller, which is relatively close to the center.
We ate dinner and lay down to sleep to be able to explore Budapest next day. With so little time to see everything we rented bikes - so in six hours we were able to visit the whole city. Definitely the most time we spent on the castle hill and the Margaret Island where we watched a multimedia show of fountains.
In the evening we decided to stay in Budapest one more night so that the next morning to be able to drive in the direction of Lake Balaton.
POLISH:
Większość z nas odwiedziła już wcześniej Budapesz, ale stwierdziliśmy, że w drodze do Turcji musimy się zatrzymać również w stolicy Węgier. Dotarliśmy na miejsce o 22:11 i od razu zaczęliśmy szukać miejsca na nocleg – oczywiście możliwie najtańszego. J Wylądowaliśmy w końcu na Campingu Heller, który znajduje się stosunkowo blisko centrum.
Zjedliśmy kolację i położyliśmy się spać żeby następnego dnia móc cały dzień zwiedzać. Mając tak niewiele czasu na zobaczenie wszystkiego wynajęliśmy rowery – dzięki czemu w 6 godzin udało nam się zwiedzić praktycznie całe miasto. Zdecydowanie najwięcej czasu spędziliśmy na wzgórzu zamkowym oraz na wyspie Małgorzaty gdzie oglądaliśmy pokaz fontanny multimedialnej.
Wieczorem po powrocie na camping postanowiliśmy zostać w Budapeszcie jeszcze jedną noc tak aby następnego dnia rano móc wyjechać w kierunku jeziora Balaton.
Description:
ENGILSH:
Balaton Lake was not in our plans, but the decision to go there was a shot in the 10th We were a bit tired after all the issues related to the departure (packing, shopping, the last formality), and two days of relax at Lake Balaton proved to be exactly what we needed.
We left Budapest around 12:00 - after the whole our encampment and repacking the car. Journey rather normal - 1.5 hours drive on the highway. The initial plan was that, we set off somewhere in the wild - on the spot turned out, however, that this is impossible because of the private lands at the edge of the lake. So we went Camping Balaton, which was most affordable for us (Caesar additionally bargain 20% ). The entire first day, evening and next day we spent doing nothing on the shore of the lake talking about what lies ahead for the next 14 months and drinking 5 liter wine for 20 zł from Tesco (our favorite store in recent times).
On the second day in the evening we decided to go to town to find some place with free Internet access to place relations from Bratislava and Budapest. We went to the Hullam Restaurant, where the waiter after he heard about our trip, said that we can stay, even after closing the restaurant and use their internet. After closing restaurant, he offered us vodka at the expense of the restaurant and returned home, we stayed few more hours.
Around 0:00 a.m. we found that, since we're on the main boulevard in Siofok we should see night life there. So a little tired and dressed in beach clothes we reached La Siesta, in which the owner himself the whole night was running around the bar, played the African drums, set the alcohol covered bar on fire, poured free alcohol on the crowd and every hour on the bell tapped the remaining hours until dawn. Dark side of the story is that the next morning someone had to drive to Belgrade – unfortunately that time was my turn (Ariel).
POLISH:
Wizyta nad Balatonem (Balaton Lake) nie była co prawda w naszych planach, ale decyzja aby tam jechać okazała się strzałem w 10. Byliśmy trochę zmęczeni wszelkimi kwestiami związanymi z wyjazdem (pakowanie, zakupy, ostatnie formalności) i dwa dni relaksu nad Balatonem okazały się dokładnie tym czego potrzebowaliśmy. Z Budapesztu wyjechaliśmy bladym świtem tzn. około 12:00 J – po złożeniu całego naszego obozowiska i przepakowaniu samochodu. Sam dojazd raczej nic szczególnego – 1,5 godziny jazdy po autostradzie. Początkowy plan był taki, że rozbijemy się gdzieś na dziko – na miejscu okazało się jednak, że jest to niemożliwe ze względu na ścisłą zabudowę przy brzegu jeziora. Dlatego wybraliśmy Camping Balaton, który najbardziej odpowiadał nam cenowo (Cezarowi udało się dodatkowo stargować cenę o 20%). Cały pierwszy dzień, wieczór oraz drugi dzień spędziliśmy nic nie robiąc na brzegiem jeziora rozmawiając o tym co nas czeka przez najbliższe 14 miesięcy i popijając 5 litrowe wino za 20 zł z Tesco (nasz ulubiony sklep w ostatnim czasie). Drugiego dnia wieczorem postanowiliśmy wybrać się do miasta w celu znalezienia jakiegoś miejsca z darmowym internetem, aby umieścić relacje z dotychcasowych etapów. Trafiliśmy do Hullam Restaurant, w której kelner po tym jak dowiedział się o naszej podróży powiedział, że możemy zostać nawet po zamknięciu restauracji i korzystać z ich internetu do woli. Po zakończeniu pracy poczęstował nas wódką na koszt restauracji i wrócił do domu, a my zostaliśmy i pisaliśmy dalej. Około 24 stwierdziliśmy, że skoro już jesteśmy na głównym deptaku w Siofoku powinniśmy zobaczyć jak wygląda tam życie nocne. Więc troche zmęczeni i w strojach plażowych trafiliśmy do klubu La Siesta, w którym sam właściciel przez całą noc biegał po barze, grał na afrykańskich bębnach, podpalał ladę baru polaną alkoholem , rozlewał prosto z butelek darmowy alkohol w stronę bawiących się ludzi i co godzinę na wielkim dzwonie wystukiwał godziny pozostałe do świtu – polecamy! Żeby jednak nie było tak kolorowo następnego dnia wyjeżdżaliśmy około 10:00 w kierunku Belgradu i potrzebny był ktoś zdolny do kierowania – tym razem padło na mnie (Ariel).
Description:
11-08-2010 around 23 we arrived on a campground near Belgrade. We have made several unsuccessful attempts to set off a tent in the wild but we couldn't find nice and safe place. On night at the campsite cost us € 20, twice as more as we expected and infinitely times more than planned to spend for that night. In the morning we've packed up our stuff and went to the city centre. We started city sightseeing from the museum of Nikola Tesla. Then, for about 2h we were looking for the Syrian Embassy in Belgrade, which as it turned out, changed its seat, and the current could not be reached during opening hours. I still do not have a visa, which, as I mentioned I haven't received at the Embassy of Syria in Warsaw in connection with the stay in Israel and the stamp (although in the old passport, but they require it). Another attempt in Istanbul;)
As for one day stay in Belgrade, we have seen a lot. We were walking around the old city, including visiting Monument Kneza Mihailo Obrenovic, fountain Terazie, Vuk Karadzic monument, a monument of gratitude for France, Presidential Palace, the Palace of Serbia, the main square, the great fortress and castle of Belgrade, Avala hill, incredibly huge Church St. Sava's Church - must see (and I'm saying it), Skadarlia street as well as several other pedestrian streets with countless amount of cafes and little shops with popcorn and watermelons for the buck. A large proportion of monuments, places, streets, small squares and parks we have seen I cannot even name now, because unfortunately a lot of things just going out of the memory. Severe Case of the travel, a few days ago we were in Krakow, and it seems to me that we are away from home for a long long time. The world is changing very fast for us.
Weather in Belgrade turned up more than enough, it was about 35*C and cloudless sky - we were covered in sweat until the late evening. We've ended up around 11pm and went towards Montenegro. From what we have observed, despite such a short stay, the Serbs are very friendly to tourists and very helpful. The Mc Donalds restaurants have got free Wi-Fi and computers with free Internet access. Personally visiting Belgrade was a little suprise for me that the city is so great and so developed. In many ways, comparing to Krakow - Belgrade wins in my eyes and it is for me the second city just atfer Stockholm in my list of 'Best cities';)
11-08-2010 około 23 znaleźliśmy się na campingu pod Belgradem. Podjęliśmy kilka nieudanych prób rozbicia się 'na dziko', jednak żadne miejsce w miarę w pobliżu nie było wystarczająco bezpieczne/prywatne. Noc na campingu kosztowała nas €20, czyli 2x więcej niż się spodziewaliśmy i nieskończenie razy więcej niż planowaliśmy wydać tej nocy na nocleg. Mniej więcej rano zebraliśmy ponownie nasze życie do plecaków i skrzyń i pojechaliśmy do centrum. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od muzeum Nikolaja Tesli. Następnie przez ok. 2h szukaliśmy Ambasady Syrii w Belgradzie, która jak się okazało zmieniła swoją siedzibę, a do aktualnej nie udało się dotrzeć w godzinach pracy. Tak oto nadal nie mam syrijskiej wizy, której jak wspominałem nie otrzymałem w Ambasadzie w WWa w związku z pobytem w Izraelu i pieczątką(wprawdzie w starym paszporcie, jednak w WWa wymagają jego okazania lub protokołu z policji o kradzieży). Kolejna próba w Istambule.
Jak na jeden dzień pobytu w Belgradzie, udało nam się sporo zobaczyć. Cały dzień chodziliśmy pieszo po starym mieście, odwiedzając m.in. Pomnik Kneza Mihailo Obrenovica, fontanne Terazie, pomnik Vuka Karadzica, pomnik dziękczynny dla Francji, Pałac Prezydencki, Palace of Serbia, Rynek Główny, wielką fortecę i zamek Belgradzki, górę Avala, niesamowicie ogromny kościół St. Sava's Church - must see(ja to mówię;P), ulicę Skadarlia jak również kilka innych deptaków z niezliczoną ilością kawiarni i stoisk z popcornem i arbuzami za grosze. Dużej części zabytków, miejsc, uliczek, małych placyków i parków nie potrafię nazwać, bo niestety dużo rzeczy szybko wylatuje z głowy. Ciężka sprawa z tym podróżowaniem, kilkanaście dni temu byliśmy jeszcze w Krakowie, a wydaje mi się, że jesteśmy poza domem już bardzo długo. Świat nam się zmienia w bardzo szybkim tempie.
Pogoda w Belgradzie dopisała aż nadto, było ok. 35*C i bezchmurne niebo - pot lał się strumieniami aż do późnych godzin wieczornych. Zwiedzanie zakończyliśmy około godziny 23 i wyruszyliśmy w stronę Czarnogóry. Z tego co udało nam się zaobserwować, mimo tak krótkiego pobytu, Serbowie są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów i bardzo pomocni. W Mc' Donaldach jest darmowe Wi-Fi, a w niektórych nawet komputery z darmowym dostępem do Internetu. Minusem jest płatny ketchup do frytek - 20 dinarów(ok. €0,20) ;) Osobiście odwiedzając Belgrad zdziwiłem się nieco, że miasto jest tak wielkie i tak rozwinięte. Pod wieloma względami wygrywa z Krakowem w moich oczach i jest to dla mnie drugie miasto po Sztokholmie na liście 'best cities' ;)
Description:
ENGLISH
About 10am finally after a all-night long trip, without any problems in Serbia and Montenegro we arrived to our destination: Budva. It tourned out that finding an accomodation will be harder than the trip itself. Firstly, a very incompetent and rude man in the tourist information bureau told us to go to a camping, which in his opition will be the best fit for us (probably he gets a commision for handing out such a false information). When we arrived at this camping we found out that its not only in another town but in addition the maintanance was very poor (the shower and the toilet was the same room, filled with water and was about 1 m2). We figured to try out another camp site that we found on the Internet in Belgrade. After an hour spent in a traffic jam and making circles through the little Budva streets, we found it at last. We learned that it was much better, the atmosphere is pleasing, the staff is helpful and very positive for Poles and it's relatively not far from the sea. The first day we chilled out by the sea. The second was more adventerous, because we borrowed a water-bike and swam to a little island nearby. We snorkled a little and jumped to the water from a couple meters. We found out that there's a big underwater abyss. In the evening we wanted to try out the budva nightlife, and was very surpised when all of the bars were closing at 1:00 AM. The waiter could not give as a reason for this phenomenon. After visiting Kotor, in the evening, we wanted to write the posts you are reading in this moment, but due to the lack of tehonlogy :) we could not get the photos from one of the cameras, so we tried to borrow a cable from the people at our camp. They did not have it, but invited us for a beer. That's how, we spent the next few hours having fun with 10 Serbs and the serbian girls (two of them are a couple). Even though only one of them was able to talk fluently with us in a language that we understand (and left in the middle of the party) we menaged to "discuss" to 4AM. After a hard waking up, we went to the beach to lay a little in the sun and in the afternoon we have visited the old town of Budva. The atmosphere is simillar in all of Montenegro. Little routes made of stone that circle around the little houses and the loundry that's hanging everywere give a rally cosy but stunning impression. Today (16/08/2010) we're spending the last night before leaving Budva, probably with the same people as yesterday. :)
POLSKI
Około godziny 10:00, wreszcie, po całonocnej, bezproblemowej podróży przez Serbię i Czarnogórę dotarliśmy do naszego celu: Budvy. Okazalo się, że znalezienie noclegu będzie dużo trudniejsze niż sama podróż. Najpierw bardzo niekopetenty pan w biurze informacji turystycznej odesłał nas na kamping, który jego zdaniem był najlepszy w okolicy (prawdopodobnie dostaje prowizje za podawanie tak okropnie błędnej informacji). Gdy dojechaliśmy na miejsce, zorienowaliśmy się, że nie tylko jest on w innym już mieście, ale jest w bardzo opłakanym stanie (np . prysznic i toaleta były jednym, zalanym do kostek pomieszczeniem o powierzchni 1 m2). Postanowiliśmy sprawdzić jak się sprawy mają na polu namiotowym znalezionym na internecie w macdonaldzie w Belgradzie. Po godzince stania w korku i błądzenia po malutkich uliczkach Budvy, dotarliśmy do celu i okazało się że jest tu o niebo lepiej, fajna atmosfera, miła i przyjazna polakom obsługa i stosunkowo blisko do morza. Pierwszy dzień spędziliśmy na totalnym nic-nierobieniu opalając się na plaży. Drugi dzień, był za to już bardziej aktywny ponieważ wypożyczyliśmy rowerek wodny i wypłyneliśmy na wycieczkę, na leżąca nieopodal wysepkę. Udało nam się poskakać ze skały z kilku metrów i ponurkować troszkę odkrywając kilkudziesięciu-metrową, podwodną przepaść. Wieczorem po sprawdzeniu lokalnego życia nocnego byliśmy niesamowicie zdziwieni, gdy o godzinie pierwszej w nocy wszystkie lokalne knajpy zaczęły wypraszać gości. Kelnerzy nie byli w stanie powiedziec, czemu tak się dzieje. Po zwiedzeniu Kotoru, wieczorem mieliśmy w planach napisać relacje które własnie czytasz, jednak nie mając technologii :) do zgrania zdjęć spróbowaliśmy takowy pożyczyć od współobozowiczów. Kabla nie mieli, jednak zaprosili nas na piwo.Tak właśnie zaczęła się kilkugodzinna zabawa z dziesięcioma serbami i trzema serbkami (dwie z nich jak się później okazałó są parą). Mimo tego, że tak naprawdę tylko jeden z naszych rozmówców porozumiewał się w znanym nam języku (i w połowie imprezy się zmył), udało nam się "dyskutować" do godziny 4 nad ranem. :) Po ciężkiej pobudce udaliśmy się na relaks na plażę i popołudniem wreszcie zobaczyliśmy stare miasto w Budvie. Klimat starego miasta jest podobny w całej Czarnogórze. Malutkie kamienne dróżki meandrujące miedzy kamienniczkami i rozwieszonym wszędzie praniem dają bardzo swoiski, jednak imponujący obraz. Dziś (16.08.2010) spędzamy ostatnią noc przed opuszczeniem Budvy, prawdopodobnie w tym samym towarzystwie co wczoraj.:)
Description:
ENGLISH:
To be in Montenegro and not see the Kotor is like being in Krakow and not see the Market Square - which is why in our case the question was not "whether?" but "when?". On Sunday from early morning it was pretty cloudy, so we found that this is a perfect day for visiting - later we realize it was a very good decision. The whole trip turned out to be very physically demanding, so with the sun shining and standard 35 degrees it could end up for us badly. :)
We drove a circuitous route to Kotor, but we did it on purpose because we knew about the mountain, winding and somewhat dangerous road (Scenic road), which extends picturesque views across the bay. We had the opportunity to drove it on our way from Greece, but we drove it at night and the lights was the only thing we could see that time. This time we wanted to pass that way during the day - incredible views, the adrenaline, the great chasms and roadside caves hollowed in the rocks. I'm willing to say that even for that road you should visit this part of Montenegro.
When we arrived to Kotor we immediately began, rather tiring approach to Castle St John, which is located at an altitude of 260 meters above the historical part of city. At the end of walking/climbing you reaches the ruins of the fortress. As we learned at the camping in Budva – among some tourists it is very popular to illegaly enter (after 10 p.m.)the walls, to spend the night there - we unfortunately did not have the possibility to try it. Maybe next time.
When we get down, we found that it would be ideal to jump into the sea and cool off before the walk through historic part of town - so we got to the Public beach.
For the evening we left what is the best in Kotor - old, narrow and winding streets of the city center which is listed on UNESCO World Heritage page. We walked there for about three hours trying to feel the atmosphere and reach out to every single corner of this unique town. I think we succeeded ... :)
POLISH:
Być w Czarnogórze i nie odwiedzić Kotoru to tak jak być w Krakowie i nie zobaczyć Rynku Głównego – dlatego w naszym przypadku pytaniem nie było „czy?”, ale „kiedy?”. Od samego rana w niedzielę było dość pochmurnie, dlatego stwierdziliśmy, że jest to idealny dzień na zwiedzanie – jak się później przekonaliśmy była to bardzo dobra decyzja. Cała wycieczka okazała się być bardzo wymagająca fizycznie, dlatego świecące słońce i standardowe 35 stopni prawdopodobnie skończyłoby się dla nas śmiercią z wycieńczenia. :)
Do Kotoru pojechaliśmy bardzo okrężną trasą, ale zrobiliśmy to celowo ponieważ wiedzieliśmy o górskiej, krętej i trochę niebezpiecznej drodze (Scenic road) z której rozciąga się niepowtarzaly widok na całą zatokę. Mieliśmy okazję już nią jechać wracając z rejsu w Grecji, ale jechaliśmy nią nocą i poza światłami miasteczka nie widzieliśmy nic więcej. Tym razem chcieliśmy przejechać tamtędy w ciągu dnia – było warto nadłożyć kilkadziesiąt kilometrów – niewiarygodne widoki, adrenalina, wielkie przepaście i przydrożne groty wydrążone w skałach. Jestem skłonny zaryzykować stwierdzenie, że dla samej tej drogi warto odwiedzić tę część Czarnogóry.
Kiedy dotarliśmy do Kotoru od razu rozpoczęliśmy około godzinne, dość męczące podejście do Castle St John, który znajduje się na wysokości 260 metrów ponad zabytkową częścią miasta. Na końcu spaceru/wspinaczki po murach obronych dociera się do ruin twierdzy, która jest najwyżej położoną budowlą miasta. Jak dowiedzieliśmy się na campingu w Budvie – bardzo popularne jest nielegalne wchodzenie po godzinie 22:00 na mury obronne i spędzanie tam nocy – my niestety nie mieliśmy możliwości tego spróbować. Może następnym razem.
Po zejściu na dół stwierdziliśmy, że idealnie byłoby wskoczyć do morza i trochę się ochłodzić przed spacerem po zabytkowej części miasta – tak trafiliśmy na Public beach.
Na sam koniec zostało nam to co najlepsze w Kotorze – zabytkowe, wąskie i kręte uliczki centrum miasta wpisanego na listę UNESCO. Krążyliśmy po nich przez około 3 godziny starając się poczuć klimat i dotrzeć w każdy najmniejszy zakamarek tego niepowtarzalnego miasteczka. Chyba się udało… :)
Description:
Dzisiaj postanowiliśmy odwiedzić klasztor Ostrog, oddalony o ok. 110km od Budvy i ok. 30km od Podgoricy. Poznani na campingu Serbowie zmotywowali nas, abyśmy nie odpuszczali tego miejsca, gdyż jest to jedno z 'must see' w Czarnogórze. Po drodze zabraliśmy miłą autostopowiczkę, która chciała się dostać do miasteczka Nikcic, ok. 15km od Ostrogu. Na początku twardo twierdziła, że nie mówi ani słowa po angielsku, jednak po 15min rozmowy na migi i w trzech różnych językach okazało się, że jednak radzi sobie z angielskim lepiej niż gorzej;)
Klasztor zbudowany jest w bardzo oryginalny sposób, a mianowicie wryty w skałę pod szczytem wielkiej góry i widać go z odległości 50km. Został zaprojektowany i zbudowany w tak niedostępnym miejscu, by wszyscy go widzieli, jednak dostęp do niego mieli tylko Ci najwytrwalsi pielgrzymi. Niestety w dzisiejszych czasach nieco mija się z celem zamysł projektantów, gdyż pomimo tego, że droga jest kiepskiej jakości, bardzo wąska i składa się praktycznie z samych serpentyn, można nią podjechać aż pod sam klasztor. Jest też oczywiście szlak pieszy dla turystów i pielgrzymów, jednak wybraliśmy wersję 'light' i zaparkowaliśmy na parkingu najbliżej jak to tylko możliwe, czyli przed klasztorem. Odziwo parking był darmowy. Klasztor Ostrog jest chyba jedynym kulturalno-historycznym i jednocześnie religijnym zabytkiem w Czarnogórze, który znają nie tylko chrześcijanie ale również wyznawcy islamu. Jest to miejsce, które rocznie odwiedza ponad milion osób – zarówno wiernych jak i turystów. Celem pielgrzymów wyznania prawosławnego, katolickiego jak i islamu jest nawiedzenie relikwii założyciela tego monastyru – św. Vasilije Ostroškog. Klasztor jest niewielki, jednak jego położenie i fakt, że jest ciągle czynny i odprawiane są w nim msze czyni go miejscem bardzo niezwykłym.
W drodze powrotnej zdecydowaliśmy się zachaczyć o kolejne miasteczko, Cetinje - między Podgoricą a Budvą. Kilkanaście kilometrów przed Podgoricą zatrzymała nas policja. Nie obyło się bez mandatu za prędkość, choć nie jechaliśmy aż tak prędko;) Policjant chciał nam zatrzymać dokumenty do odbioru na komisariacie w Podgoricy po opłaceniu mandatu na poczcie lub w banku. Drugą opcją było nieprzyjęcie mandatu i dokumenty do odbioru w sądzie po ówczesnym przegraniu sprawy i opłaceniu mandatu(€150-€300). Udało się go jednak namówić na mandat €100, który zapłaciliśmy w dolarach i euro. Nie dał nam jednak żadnego potwierdzenia, że ów mandat zapłaciliśmy, jednak odzyskaliśmy dokumenty i biedniejsi o €100 pojechaliśmy dalej w stronę miasteczka Cetinje.
W miasteczku nie ma wiele do zobaczenia, udało nam się zrobić około 7 zdjęć;P Jest kilka kościółków z ciekawą historią, w jednym z nich znajduje się ręka Johha the Babtist oraz fragment krzyża Chrystusa. Do tej pory w Czarnogórze byliśmy w rejonach mocno ukierunkowanych na turystów, to miasteczko pokazało nam jak wygląda normalne życie w tym kraju. Przeszliśmy przez główny deptak, kupiliśmy kawałek pizzy za €1 i wróciliśmy do Budvy stojąc po drodze w korku, który urósł już w naszych oczach do miana symbolu tego miasta.
Description:
ENGLISH:
We decided to leave Budva and on the way to Ulcinji (because we heard that there is a beautiful beach) to visit several villages.Our first choice was Sveti Stefan. The town built on the island, occupying all of its area. Unfortunately, a security guard at the bridge into the city told us that today we do not go in without giving any reason.It looked as if it was a "matter of national security" (the guy was that serious), we suspected that the president of Montenegro is staying there.:) The next goal was Petrovac.It turned out that the beach is basiclly what the city has to offer, we reached the lookout point by the sea and we started heading towards Bar. The old town is just 4 km from the center in the direction of the continent.The ruins of Bar occupy unexpectedly large surface and make a big impression. The tower,ruins of houses, two churches are unfortunately very poorly maintained. Montenegrin Government since 1985 are planning the renovation, the creation of exhibition space,concert and theatrical area, but so far, it's going badly (except for one small scene). Generally, a place worth recommending.
POLISH:
Postanowiliśmy opuścić Budvę i w drodze do Ulcinji ( ponieważ usłyszeliśmy że jest tam piękna plaża ) zwiedzić kilka miasteczek po drodze.Na pierwszy ogień padł Sveti Stefan . Miasteczko zbudowane na wyspie ,zajmujące całą jej powieszchnie .Niestety pan ochroniaż przy pomoście do miasta oznajmił nam że dziś nie wejdziemy nie podając przyczyny.Wygladało to trochę jakby to była "sprawa bezpieczeństwa narodowego"( przynajmniej z taka powagą nam o tym powiedziano ), podejrzewaliśmy że prezydent Czarnogóry tam przesiaduje.:) Następnym celem był Petrovac.Okazalo się że w sumie oprócz plaży to miasto ma niewiele do zaoferowania, wspieliśmy się na punkt widokowy na cypelku i podążyliśmy w strone Baru .Stare miasto oddalone jest o 4 km od centrum w strone lądu.Ruiny Baru zajmują niespodziewanie duża powieszchnie i robią spore wrażenie. Baszty, ruiny domów, 2 kościółki są niestety bardzo niezadbane. Rząd czarnogórski od 1985 już się zbiera do renowacji, stworzenia przestrzeni wystawowych, koncentrowych i teatralnych,jednak narazie nie bardzo im to idzie (poza jedną mała scenką ). Generalnie miejsce warte polecenia.
|
Travelnity.com invades Cracow |
Final Four Prague |
|
Travelnity.com invades Zakopane! |
Johannesburg |
|
Wrocław maj 2010 |
Praha 2009 |

